Rozdział 11

Harry w dalszym ciągu przyglądał mi się z przerażeniem w oczach. Właśnie w takich chwilach żałowałam, że nie posiadałam magicznej mocy czytania w myślach. Chciałam wiedzieć, o czym myślał, czego się spodziewał, w jaki sposób miał zamiar poradzić sobie z moją przeszłością. Przetarłam zaszklone oczy, robiąc znów kilka kroków do przodu. Podniosłam z ziemi przestrzelony kapelusz Harry'ego, przyglądając mu się uważnie. Mimowolnie wyobraziłam sobie, że równie dobrze mógł nie być to zwykły przedmiot i od razu ogarnęła mnie jeszcze większa panika. Nigdy wcześniej nie zrobiło się tak niebezpiecznie. Nie mogłam dłużej ryzykować, że moim najbliższym stanie się coś złego. Gregor nie miał przed niczym oporów, nie zawahałby się nawet przez sekundę, gdyby miał zastrzelić Harry'ego. Udowodnił to dzisiejszego wieczoru.
Odwróciłam się w stronę chłopaka, spoglądając na jego zaniepokojoną twarz. Strach odszedł w mgnieniu oka, ale w głębi serca wiedziałam, że nie pozostawał obojętny na to, co się wydarzyło. Chciał mnie pocieszyć i uspokoić swoim ogromnym opanowaniem, ale nawet to nie pozwalało mi przestać rozmyślać o tym, do czego mogło dojść. Harry podszedł do mnie bliżej, wziął swój zniszczony kapelusz i bez żadnego namysłu od razu wyrzucił go na śmietnik. Przytulił mnie do siebie i dopiero teraz mogłam poczuć, jak drżało całe jego ciało. Westchnęłam ciężko, zdając sobie sprawę, że to musiało się skończyć jak najszybciej.
- Ronnie, przepraszam, że musiałaś być świadkiem takiej sceny – powiedział, szepcząc w moje włosy. - Nie chciałem cię przestraszyć.
- To nie ty mnie przestraszyłeś – delikatnie odsunęłam się od niego, ale chłopak nie pozwolił mi odejść daleko. Chwycił za moje dłonie, mocno je ściskając. - Gregor nie odpuści. To była zapowiedź tego, co cię czeka, jeśli wciąż będziemy się widywali. Nie możesz być częścią...
- Chcę być obecny w twoim życiu – Harry uniósł mój podbródek, zmuszając tym samym, bym na niego spojrzała. Jego słowa sprawiały, że niemal natychmiast chciałam porzucić swoje poprzednie myśli i nie przejmować się tym, co mógł przynieść czas. - Ta decyzja nie należy tylko do ciebie.
Nie miałam ochoty się z nim wykłócać, dlatego przemilczałam tę sprawę. Mimo wszystko byłam jednak pewna swojej decyzji i chciałam się jej trzymać. Narażałam zarówno Harry'ego, jak i Zayna na ogromne niebezpieczeństwo. Musiałam ich zostawić, nie było innego rozwiązania. Nie do końca wierzyłam, że zdołam poradzić sobie sama w nowym miejscu, kiedy przez ostatnie tygodnie miałam obok siebie ludzi, którzy naprawdę otaczali mnie troską. Musiałam jednak wierzyć, że będę w stanie dać sobie ze wszystkim radę, jak zawsze. Jak dwa lata temu.
Nasze poprzednie plany na spędzenie tego wieczoru wydawały się teraz zbyt lekkie, zbyt niewłaściwe, by je zrealizować. Nie miałam głowy do tego, by skupić się na jakimkolwiek filmie, kiedy przed oczami cały czas miałam tę potworną scenę grozy z udziałem Gregora i Harry'ego. Nie byłam w stanie niczego przełknąć, więc na dobre darowałam sobie próbę uciszenia mojego głodu. Najwidoczniej Styles również zrozumiał to, że ostatnią rzeczą, o której teraz myślałam było jedzenie. Nie odzywał się już od dobrych paru minut, słyszałam jedynie jego głośne westchnięcia, ale nie śmiałam o nic pytać. Starał się przede mną udawać, że istniało wyjście z tego całego bałaganu i gdybym nie znała tak dobrze wszystkich szczegółów, byłabym w stanie we wszystko mu uwierzyć i przestać się tym przejmować. Nie mogłam jednak postąpić tak samolubnie, sprawy i tak zaszły już za daleko. Harry zbliżył się do mnie na niebezpieczną odległość. Pozwoliłam, by przekroczył granicę, którą sama wyznaczyłam. Nadszedł czas, by zapomnieć o dobrych rzeczach, które mogły spotkać mnie u jego boku.
- Spotkamy się jutro? - zapytał nagle, wyrywając mnie z głębokich przemyśleń. Przez chwilę nie rozumiałam tego, co właśnie powiedział, jednak kiedy zdałam sobie sprawę z sensu owych słów, ogarnęła mnie panika. Nie mogąc wydusić z siebie żadnego słowa, kiwnęłam lekko głową, by dłużej nie trzymać go w niepewności. Styles od razu rozluźnił swoje mięśnie twarzy, a ja momentalnie poczułam się jeszcze gorzej. - Coś wymyślimy. Porozmawiam z Zaynem i resztą. Wszystko się jakoś ułoży, zobaczysz.
- Skąd bierze się w tobie ten optymizm? - tak naprawdę nie zależało mi na odpowiedzi, musiałam po prostu wreszcie coś powiedzieć, żeby Harry nie nabrał podejrzeń. Chciałam pożegnać się z nim w sposób, w jaki na to zasługiwał, jednak pod żadnym pozorem nie mogłam zdradzać swoich planów. Nigdy nie zgodziłby się na moją ucieczkę.
- Tak jest lepiej, łatwiej – opanowanie w jego głosie nieco mnie uspokoiło. Spojrzałam na zamyśloną twarz chłopaka, czując lekkie ukłucie w okolicach klatki piersiowej. Ze stuprocentową pewnością mogłam przyznać, że będę za nim tęskniła.
Za wszystkim, co nas łączyło.
Wciąż wodziłam za nim wzrokiem, kiedy zbierał się do wyjścia. Miałam nadzieję przedłużyć tę z pozoru krótką i nieszkodliwą chwilę pożegnania, lecz z drugiej strony wolałam mieć już to za sobą. Pod wpływem emocji miałam skłonność do podejmowania nieprzemyślanych decyzji, a w tej sytuacji nie chciałam, aby zawładnął mną impuls. Nie mogłam już zmienić zdania. Klamka zapadła. Harry rzucił w moją stronę ostatnie spojrzenie, udając się w stronę drzwi. Oddalał się z każdą sekundą coraz bardziej i nic nie mogłam na to poradzić. Serce łamało mi się na pół, ale byłam w stanie się do tego przyznać. Zostawiałam go w najgorszy z możliwych sposobów. Z nadzieją na to, że spotkamy się następnego dnia.
- Harry – zawołałam za nim trochę nerwowo, w połowie nieświadoma tego, co robiłam. Było mi już wszystko jedno, chciałam po prostu, by dobrze zapamiętał ostatnią spędzoną ze mną chwilę. Chciałam pożegnać go tak, jak na to zasługiwał. Brunet natychmiast się odwrócił, spoglądając na mnie pytająco. - Nie miałam wcześniej okazji, żeby tak naprawdę podziękować ci za wszystko, co dla mnie zrobiłeś. Byłeś zawsze wtedy, kiedy cię potrzebowałam. Byłeś w najgorszym okresie podczas ostatnich dwóch lat, byłeś dla mnie, gdy umarła Hope. Harry, nigdy ci tego nie zapomnę. Dziękuję.
Niespodziewanie po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Nie miałam najlepszej kondycji, jeśli chodziło o tak wzruszające przemowy oraz bolesne wspomnienia. Przywołanie obrazu siostry pociągnęło za sobą wiele innych, o których niekoniecznie chciałam pamiętać. Jednak nie było to teraz najważniejsze. Liczyło się to, co zrobił dla mnie człowiek, którego poznałam kilka miesięcy temu. Nie podejrzewałam, że ktoś stanie się dla mnie tak ważny. Nie mogłam nic poradzić na uczucie, które we mnie wzbudzał. Nie potrafiłam uspokoić szalejącego serca na jego widok. Bez wątpienia był kimś więcej.
Harry stał niemalże nieruchomo ze spuszczoną głową. Kątem oka dostrzegłam, jak zacisnął pięści, ewidentnie bijąc się z własnymi myślami. Nie rozumiałam, czego mogły dotyczyć. Powiedziałam tylko to, co od dawna ciążyło mi na sercu. Coś, co powinien usłyszeć kilka tygodni temu. Nie wiedziałam, jak miałam odbierać jego zachowanie, dlatego na razie również milczałam. Panująca między nami cisza wcale nie należała do tych krępujących czy nieznośnych, w żadnym razie mi nie przeszkadzała. Doskonale słyszałam rytmiczne bicie swojego serca oraz wszystkie szalejące w mojej głowie myśli, które koniecznie chciały wydostać się na zewnątrz. Mogłabym zatrzymać się w czasie właśnie na tym momencie. Miałam obok siebie wszystko, czego potrzebowałam. Wszystko, czego pragnęło moje serce. Obecność człowieka, któremu na mnie zależało.
W końcu przeniósł swój wzrok na mnie. Dopiero teraz zauważyłam, że pod wpływem rozpraszającego się w powietrzu napięcia zrobiłam parę kroków do przodu. Dzieliło mnie od Stylesa kilkadziesiąt centymetrów, ale czułam jego obecność tuż przy sobie. Miał na mnie niesamowity wpływ, którego nie potrafiłam wyjaśnić. Oparłam się o ścianę w oczekiwaniu na zabranie głosu przez chłopaka, jednak przez kilka następnych minut nic takiego się nie wydarzyło. Zaczynałam czuć się nieswojo, Styles nie odzywał się już dłuższy czas i zupełnie nie wiedziałam, co się do tego przyczyniło. Nie chciałam o nic pytać, wolałam poczekać na jego wyjaśnienia, które prawdopodobnie zbliżały się wielkimi krokami. Dosłownie.
Harry podszedł do mnie jak najbliżej się dało, oparł swoje dłonie o chłodną ścianę, uniemożliwiając mi tym samym ucieczkę. Moja twarz znajdowała się między jego silnymi ramionami, które na dobrą sprawę nieco mnie onieśmielały. Cała ta sytuacja była niespodzianką.
- Teraz złamię wszystkie swoje zasady, ale wiesz co? - wyszeptał, zaskakując mnie swoimi słowami. Niecierpliwie czekałam na dalszą część, poniekąd obawiając się tego, co znów wpadło mu do głowy. - Nie dbam o to. Warto.
Zdążyłam zobaczyć jeszcze unoszące się do góry kąciki ust, zanim jego wargi zetknęły się z moimi. Wykonywał bardzo delikatne ruchy byleby tylko mnie nie spłoszyć. Wiedziałam, że ten pocałunek był najgorszym ze wszystkich możliwych scenariuszy na pożegnanie, ale nie mogłam nic zrobić z tym, że tak bardzo mi się podobało. Nieśmiało położyłam dłonie tuż nad jego biodrami, co nie mogło zostać niezauważone. Nieświadomie przyciągnęłam go jeszcze bliżej. Harry pocałował mnie ponownie, tym razem bardziej zachłannie, ale wciąż namiętnie, po czym nieznacznie się odsunął. Otworzyłam oczy dopiero po kilkunastu sekundach i od razu zobaczyłam roześmianą twarz chłopaka, na widok której usta same chciały przybrać kształt uśmiechu. Ze zdenerwowania przygryzłam lekko dolną wargę, ciągle wpatrując się w radosne tęczówki Harry'ego.
- Nie rób tak, bo mnie prowokujesz – powiedział stanowczo, a na moich policzkach momentalnie pojawiły się rumieńce. Styles delikatnie przejechał po nich opuszkami swoich palców, a chwilę później chwycił mnie za rękę, prowadząc w stronę wyjścia. - Nie żartowałem, kiedy mówiłem, że jesteś dla mnie ważna.
Musnął wargami moje czoło, po czym zniknął za drzwiami. Przekręciłam zamek i od razu pognałam do swojej sypialni, rzucając się na łóżko. Tak naprawdę rozpierała mnie ogromna radość, ale teraz nie było na nią miejsca. Pomimo tego, co się dzisiaj wydarzyło, nie zmieniłam zdania i w dalszym ciągu zamierzałam oddalić się na jakiś czas zarówno od Harry'ego, jak i Zayna. Nie chciałam, by było to na zawsze. Liczyłam, że po czasie sprawa ucichnie, a Gregor znajdzie sobie kolejną ofiarę, zostawiając mnie i wszystkich moich najbliższych w spokoju. Nie mogłam jednak żyć tylko tymi nadziejami, musiałam na wszystko patrzyć realnym okiem. A prawda była taka, że kontakty z Harrym zagrażały jego życiu, co stawało się nie do zniesienia.
Zapakowałam do torby najpotrzebniejsze rzeczy, po czym nie czekając na nic, wyszłam z apartamentu, zatrzaskując za sobą drzwi. Nie zostawiłam dla nikogo żadnej wiadomości, wolałam zniknąć bez słowa, nagle. Ucieczka nie była najlepszą decyzją, jaką mogłam podjąć, ale mimo wszystko nie zawahałam się nawet przez moment, gdy wsiadłam do pierwszej nadjeżdżającej taksówki, podając kierowcy bliżej nieokreślony adres. Ściskało mnie w gardle na samą myśl o nadchodzącym poranku i ogromnym rozczarowaniu, które spotka Harry'ego. Nigdy nie chciałam go zawieść, ale zawaliłam na całej linii. Teraz to do moich zadań należała ochrona osób, które znaczyły dla mnie więcej, niż mogłam sobie to wyobrazić.

Po kilkudziesięciu minutach bezproduktywnego krążenia po Londynie, podałam kierowcy konkretny adres. Nic innego nie przychodziło mi do głowy, dlatego zdecydowałam się na miejsce, które kiedyś Kayla wspomniała w swoim liście. Niekoniecznie chciałam się z nią widzieć, ale na tę chwilę nie miałam gdzie się udać. Musiałam przeczekać ten najgorszy i najcięższy okres poszukiwań, by później móc rozejrzeć się za czymś innym. Wiedziałam, że ani Zayn, ani Harry nie zorientują się, że tak naprawdę nie opuściłam Londynu, zaczną szukać gdzieś dalej. Skarciłam w myślach samą siebie za to, że potraktowałam ich w taki sposób. Miałam jedynie nadzieję, że pewnego dnia będą w stanie wszystko mi wybaczyć, a Harry nigdy nie przestanie wierzyć w to, że był dla mnie kimś wyjątkowym.
Taksówka zatrzymała się przy wąskiej ścieżce, na końcu której widać było niewielkich rozmiarów domek. Podziękowałam i zapłaciłam kierowcy, wkładając swoją torbę na ramię. Zapadła już noc, na zewnątrz zrobiło się naprawdę nieprzyjemnie, dlatego szybkim krokiem podążałam w kierunku budynku. Nie dostrzegłam, by w jakimś pomieszczeniu paliło się światło, ale prawdę mówiąc mogłam się tego spodziewać – typowe zachowanie wystraszonej i wiecznie uciekającej Kayli. Bez problemów weszłam do domku, zamykając się od środka. W przedpokoju leżała kartka wypełniona znajomym pismem, które bez wątpienia należało do Ferland. „Drzwi zostawiłam otwarte w razie, gdybyś nagle potrzebowała kryjówki. Potrzebowałam czegoś innego, niedługo się odezwę.” Odłożyłam notatkę na miejsce, udając się w stronę największego pokoju, w którym znajdowała się kanapa. Zmęczenie wzięło górę i już po kilku minutach odpłynęłam w krainę Morfeusza, mając przed oczami uśmiechniętego Harry'ego.
Nic nie uległo zmianie, kiedy o poranku otworzyłam zaspane i wciąż zmęczone oczy. Poczucie winy stało się jedynie jeszcze większe, ale za wszelką cenę starałam się je ignorować, choć przychodziło mi to z ogromnym trudem. Nie potrafiłam wyobrazić sobie przerażonego Zayna, nie mówiąc już o Harrym. Żeby odgonić od siebie przykre myśli, zabrałam ubrania na przebranie, udając się w stronę łazienki. Pragnęłam zmyć z siebie winę, wstyd i wszystko to, co spowodowało, że stałam się źródłem bólu, być może nawet nieszczęścia. Przychodziły chwile, w których tak bardzo chciałam zawrócić, z powrotem znaleźć się w centrum Londynu, zapukać do drzwi Harry'ego, by później rzucić mu się w ramiona. Nie miałam wątpliwości, że szczerze mu na mnie zależało. Nie miałam wątpliwości, że zapewniłby mi odpowiednią opiekę i bezpieczeństwo. Ale kto ochroniłby jego? Tylko ta myśl sprawiała, że w dalszym ciągu trzymałam się planu i nie wróciłam na stare miejsce. Zamknęłam oczy, pozwalając by strumień gorącej wody spływał po moim ciele. Robiłam wszystko co możliwe, żeby rozluźnić swoje mięśnie, ale wciąż coś mnie blokowało. Wspomnienia z wczorajszego wieczoru zawładnęły umysłem, nieproszenie wkradając się w jego zakamarki. Nie miałam siły z nimi walczyć, poniekąd też nie chciałam tego robić. Była to najlepsza chwila w moim życiu, którą pragnęłam odtwarzać na nowo, jeszcze raz i jeszcze jeden. Nie mogłam przyznać przed samą sobą tego, co ewidentnie wisiało w powietrzu. Gdybym tylko dopuściła do siebie te myśli, nie zdołałabym wytrzymać tego całego napięcia. Z drugiej zaś strony była to najpiękniejsza rzecz, jaka przydarzyła mi się w ostatnim czasie. Nie śmiałam mieć wątpliwości. Obdarzyłam Harry'ego prawdziwym, głębokim uczuciem, które próbowało wydostać się ze mnie z każdej możliwej strony. Miłość zapukała do drzwi mojego serca.
Kochałam go...
Owinęłam się ręcznikiem, odrzucając za siebie mokre włosy. Z pomieszczenia obok dochodziła znana mi melodia, wydobywająca się z mojego telefonu komórkowego. Dopiero teraz zorientowałam się, że zabrałam urządzenie ze sobą. Odruchowo spojrzałam za zegarek, którego wskazówki zatrzymały się na dwunastce. Harry zawsze zjawiał się u mnie tuż przed południem, dlatego nie miałam żadnej wątpliwości, że na ekranie widniało jego imię. Z bólem serca czekałam, aż telefon przestanie dzwonić. Momentalnie zrobiło mi się przykro, a w oczach poczułam zbierające się już łzy. Nie znosiłam zagrywać w ten sposób, ale tym razem nie miałam innego wyjścia. Styles musiał uwierzyć, że naprawdę go zostawiłam. Wzięłam aparat do ręki i w tym samym momencie przyszła wiadomość tekstowa. Zawahałam się, ale postanowiłam ją odczytać. „Wiesz, że nie lubię bawić się w chowanego. Gdzie jesteś?” Lubiłam jego niezrozumiałe poczucie humoru, ale wiedziałam, że zaczął się już martwić. Było w tych dwóch krótkich zdaniach coś, co wskazywało na to, że podejrzewał najgorsze. Nie potrafiłam tego wyjaśnić. Czułam się tak, jakbym wiedziała o nim wszystko, a znaliśmy się dopiero kilka miesięcy. Chwilę później Harry przysłał kolejną wiadomość: „Ronnie? Powiedz, że nie zrobiłaś tego, o czym myślę. Proszę.” Wyłączyłam telefon, chowając go na dnie jednej z szuflad. Pospiesznie się ubrałam, po czym wyszłam na zewnątrz zaczerpnąć świeżego powietrza.
Udałam się na tyły domku, gdzie znajdował się niewielki, lecz urokliwy ogródek. Usiadłam na bujanym krześle, pozwalając by delikatny, lecz nieco mroźny wiatr muskał lekko moją skórę. Miałam ogromną nadzieję, że moja ucieczka utwierdzi Gregora w przekonaniu, że Harry nie miał już ze mną nic wspólnego i więcej nie będzie go nachodził. Chciałam w to wierzyć, ale z drugiej strony znałam doskonale zwyczaje Zedda – nigdy nie odpuszczał i doprowadzał każdą sprawę do końca. Styles zalazł mu porządnie za skórę i nie byłam w stu procentach przekonana, że moja pomoc mogła się na coś przydać. Pokazując się ze mną na ulicy, miał mniejsze szanse na przeżycie, a teraz przynajmniej Gregor nie będzie miał mocnego pretekstu do tego, by go nachodzić. Mój wzrok powędrował w stronę średniej wielkości drewnianej skrzynki, która stała tuż za schodami na tarasie. Podniosłam się z miejsca, nie spuszczając z oczu tajemniczego przedmiotu. Usiadłam na najwyższym stopniu, biorąc skrzynkę na swoje kolana. Ostrożnie ją otworzyłam, obawiając się tego, co mogłam tam zastać. Kiedy w środku zobaczyłam jedynie mnóstwo niezaadresowanych listów, odetchnęłam z ulgą. Nie byłam pewna, czy wypadało czytać ich zawartość, w końcu zupełnie nie wiedziałam, do kogo należał ten dom. Doszłam jednak do wniosku, że musiałam zająć czymś swoje myśli, które uparcie krążyły wokół Harry'ego i pozostawionych przez niego wiadomości.
Wzięłam do ręki jedną kopertę i dopiero teraz zauważyłam na odwrocie wygrawerowaną literę V. Wyjęłam zapisaną kartkę papieru, biorąc głęboki oddech. Nie wiedzieć czemu, moje serce zaczęło szybciej bić, ale usilnie starałam się zignorować ten fakt. To przecież tylko zwykły list.

Droga Veronico!
Siedzę sama w tej pustej, zimnej szpitalnej sali, chcąc napisać do Ciebie coś, co będzie miało jakikolwiek sens. Za każdym razem, gdy się do tego zabieram, ogarnia mnie wielkie poczucie winy i wstyd za to, że okłamałam Ciebie i Conrada. Powinnam powiedzieć Wam prawdę, ale wierz mi – bałam się współczucia w Waszych spojrzeniach. Bałam się tego, że nasza rodzina mogła w mgnieniu oka stać się słaba za sprawą choroby, która mnie dotknęła. Potrzebowałam Waszej siły, radości i wiecznego uśmiechu na twarzach. Każdego dnia z niecierpliwością czekam na nowe zdjęcia, by móc choć w jakimś stopniu być z Wami. Bez większych problemów przekonałam Was, że wyjeżdżam służbowo, choć od bardzo dawna nie pojawiłam się w pracy. Dlaczego mieliście mnie podejrzewać? Zawsze wszystko sobie mówiliśmy. Z tego miejsca pragnę wyrazić mój ogromny smutek i przeprosić szczególnie Ciebie za to, że odsunęłam się w tak ciężkim dla mnie momencie. Trzymam się nadziei, że pewnego dnia, kiedy staniesz się już dorosłą kobietą, być może matką, zrozumiesz, dlaczego postąpiłam w ten sposób. Nigdy nie chciałam Cię zranić.
Prawdą jest to, że umieram. Lekarze dają mi niewielkie szanse, ale czuję, że koniec zbliża się nieubłaganie. Ronnie, chcę przede wszystkim w tych listach przekazać Ci prawdę o Tobie, o Twoim pochodzeniu. Chcę powiedzieć Ci o ojcu, o Conradzie i całej Twojej najbliższej rodzinie. I znów mam ogromną nadzieję, że któregoś dnia będziesz w stanie mnie zrozumieć i być może wybaczysz mi te wszystkie lata milczenia. Wszystko robiłam z myślą o Tobie, dla Twojego dobra. Jak każda matka chciałam dla Ciebie jak najlepiej i jestem dumna z tego, że mój plan się powiódł – dorastałaś w szczęśliwej, kochającej się rodzinie, a to najważniejsze dla takiej małej dziewczynki jak Ty. Pamiętaj, że zawsze będę Cię nosić w moim sercu.
Mama.

Z drżącymi rękoma odłożyłam list, a po moich policzkach znów spłynęły słone łzy. Ponownie przymknęłam powieki. Nie potrafiłam rozgryźć własnych myśli. Czułam się tak, jakby kobieta, która napisała ten list, siedziała teraz obok mnie. Wzruszenie sięgnęło zenitu. Tak wyraźne wspomnienie z ostatniego dnia życia mamy wróciły do mnie niczym bumerang. Widziałam przed oczami jej zmęczoną, bladą twarz, a na ustach ledwo widoczny uśmiech. Umierała, ale była najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.
Otworzyłam zapłakane oczy, dostrzegając przed sobą sylwetkę wysokiego mężczyzny. Od razu podniosłam się z miejsca, czując ogarniającą mnie panikę. Nie wiedziałam, co zrobić. Rozum słusznie podpowiadał ucieczkę, jednak moje nogi odmówiły jakiegokolwiek posłuszeństwa. Stałam tam, wciąż wpatrując się w nieznajomego. Mężczyzna przyglądał mi się uważnie przez chwilę, po czym przeniósł wzrok na leżącą obok mnie otwartą skrzynkę z listami.
- Widzę, że znalazłaś mnie pierwsza.


*~*

OD AUTORKI: Cześć misie! Mam nadzieję, że zrobiłam Wam niespodziankę tym rozdziałem. Przepraszam za zwłokę (znowu), ale wiecie jak to jest, kiedy obowiązki się nawarstwiają. Jutro zaczynamy kolejną część i następne dłuższe wolne dopiero na Boże Narodzenie. Szybko zleci, damy radę! Co tam u Was w ogóle? Co myślicie o FOUR? Osobiście nie mogę się już doczekać zimowych, świątecznych wieczorów w tle własnie z tą płytą. + koniecznie dajcie mi znać co sądzicie o nowym wyglądzie bloga. Kolejny rozdział pewnie w okolicach świąt. Trzymajcie się ciepło, buziaki!