Harry
w dalszym ciągu przyglądał mi się z przerażeniem w oczach.
Właśnie w takich chwilach żałowałam, że nie posiadałam
magicznej mocy czytania w myślach. Chciałam wiedzieć, o czym
myślał, czego się spodziewał, w jaki sposób miał zamiar
poradzić sobie z moją przeszłością. Przetarłam zaszklone oczy,
robiąc znów kilka kroków do przodu. Podniosłam z ziemi
przestrzelony kapelusz Harry'ego, przyglądając mu się uważnie.
Mimowolnie wyobraziłam sobie, że równie dobrze mógł nie być to
zwykły przedmiot i od razu ogarnęła mnie jeszcze większa panika.
Nigdy wcześniej nie zrobiło się tak niebezpiecznie. Nie
mogłam dłużej ryzykować, że moim najbliższym stanie się coś
złego. Gregor nie miał przed niczym oporów, nie zawahałby się
nawet przez sekundę, gdyby miał zastrzelić Harry'ego. Udowodnił
to dzisiejszego wieczoru.
Odwróciłam
się w stronę chłopaka, spoglądając na jego zaniepokojoną twarz.
Strach odszedł w mgnieniu oka, ale w głębi serca wiedziałam, że
nie pozostawał obojętny na to, co się wydarzyło. Chciał mnie
pocieszyć i uspokoić swoim ogromnym opanowaniem, ale nawet to nie
pozwalało mi przestać rozmyślać o tym, do czego mogło dojść.
Harry podszedł do mnie bliżej, wziął swój zniszczony kapelusz i
bez żadnego namysłu od razu wyrzucił go na śmietnik. Przytulił
mnie do siebie i dopiero teraz mogłam poczuć, jak drżało całe
jego ciało. Westchnęłam ciężko, zdając sobie sprawę, że to
musiało się skończyć jak najszybciej.
-
Ronnie, przepraszam, że musiałaś być świadkiem takiej sceny –
powiedział, szepcząc w moje włosy. - Nie chciałem cię
przestraszyć.
- To
nie ty mnie przestraszyłeś – delikatnie odsunęłam się od
niego, ale chłopak nie pozwolił mi odejść daleko. Chwycił za
moje dłonie, mocno je ściskając. - Gregor nie odpuści. To była
zapowiedź tego, co cię czeka, jeśli wciąż będziemy się
widywali. Nie możesz być częścią...
-
Chcę być obecny w twoim życiu – Harry uniósł mój podbródek,
zmuszając tym samym, bym na niego spojrzała. Jego słowa sprawiały,
że niemal natychmiast chciałam porzucić swoje poprzednie myśli i
nie przejmować się tym, co mógł przynieść czas. - Ta decyzja
nie należy tylko do ciebie.
Nie
miałam ochoty się z nim wykłócać, dlatego przemilczałam tę
sprawę. Mimo wszystko byłam jednak pewna swojej decyzji i chciałam
się jej trzymać. Narażałam zarówno Harry'ego, jak i Zayna na
ogromne niebezpieczeństwo. Musiałam ich zostawić, nie było innego
rozwiązania. Nie do końca wierzyłam, że zdołam poradzić sobie
sama w nowym miejscu, kiedy przez ostatnie tygodnie miałam obok
siebie ludzi, którzy naprawdę otaczali mnie troską. Musiałam
jednak wierzyć, że będę w stanie dać sobie ze wszystkim radę,
jak zawsze. Jak dwa lata temu.
Nasze
poprzednie plany na spędzenie tego wieczoru wydawały się teraz
zbyt lekkie, zbyt niewłaściwe, by je zrealizować. Nie miałam
głowy do tego, by skupić się na jakimkolwiek filmie, kiedy przed
oczami cały czas miałam tę potworną scenę grozy z udziałem
Gregora i Harry'ego. Nie byłam w stanie niczego przełknąć, więc
na dobre darowałam sobie próbę uciszenia mojego głodu.
Najwidoczniej Styles również zrozumiał to, że ostatnią rzeczą,
o której teraz myślałam było jedzenie. Nie odzywał się już od
dobrych paru minut, słyszałam jedynie jego głośne westchnięcia,
ale nie śmiałam o nic pytać. Starał się przede mną udawać, że
istniało wyjście z tego całego bałaganu i gdybym nie znała tak
dobrze wszystkich szczegółów, byłabym w stanie we wszystko mu
uwierzyć i przestać się tym przejmować. Nie mogłam jednak
postąpić tak samolubnie, sprawy i tak zaszły już za daleko. Harry
zbliżył się do mnie na niebezpieczną odległość. Pozwoliłam,
by przekroczył granicę, którą sama wyznaczyłam. Nadszedł czas,
by zapomnieć o dobrych rzeczach, które mogły spotkać mnie u jego
boku.
-
Spotkamy się jutro? - zapytał nagle, wyrywając mnie z głębokich
przemyśleń. Przez chwilę nie rozumiałam tego, co właśnie
powiedział, jednak kiedy zdałam sobie sprawę z sensu owych słów,
ogarnęła mnie panika. Nie mogąc wydusić z siebie żadnego słowa,
kiwnęłam lekko głową, by dłużej nie trzymać go w niepewności.
Styles od razu rozluźnił swoje mięśnie twarzy, a ja momentalnie
poczułam się jeszcze gorzej. - Coś wymyślimy. Porozmawiam z
Zaynem i resztą. Wszystko się jakoś ułoży, zobaczysz.
-
Skąd bierze się w tobie ten optymizm? - tak naprawdę nie zależało
mi na odpowiedzi, musiałam po prostu wreszcie coś powiedzieć, żeby
Harry nie nabrał podejrzeń. Chciałam pożegnać się z nim w
sposób, w jaki na to zasługiwał, jednak pod żadnym pozorem nie
mogłam zdradzać swoich planów. Nigdy nie zgodziłby się na moją
ucieczkę.
- Tak
jest lepiej, łatwiej – opanowanie w jego głosie nieco mnie
uspokoiło. Spojrzałam na zamyśloną twarz chłopaka, czując
lekkie ukłucie w okolicach klatki piersiowej. Ze stuprocentową
pewnością mogłam przyznać, że będę za nim tęskniła.
Za
wszystkim, co nas łączyło.
Wciąż
wodziłam za nim wzrokiem, kiedy zbierał się do wyjścia. Miałam
nadzieję przedłużyć tę z pozoru krótką i nieszkodliwą chwilę
pożegnania, lecz z drugiej strony wolałam mieć już to za sobą.
Pod wpływem emocji miałam skłonność do podejmowania
nieprzemyślanych decyzji, a w tej sytuacji nie chciałam, aby
zawładnął mną impuls. Nie mogłam już zmienić zdania. Klamka
zapadła. Harry rzucił w moją stronę ostatnie spojrzenie, udając
się w stronę drzwi. Oddalał się z każdą sekundą coraz bardziej
i nic nie mogłam na to poradzić. Serce łamało mi się na pół,
ale byłam w stanie się do tego przyznać. Zostawiałam go w
najgorszy z możliwych sposobów. Z nadzieją na to, że spotkamy się
następnego dnia.
-
Harry – zawołałam za nim trochę nerwowo, w połowie nieświadoma
tego, co robiłam. Było mi już wszystko jedno, chciałam po prostu,
by dobrze zapamiętał ostatnią spędzoną ze mną chwilę. Chciałam
pożegnać go tak, jak na to zasługiwał. Brunet natychmiast się
odwrócił, spoglądając na mnie pytająco. - Nie miałam wcześniej
okazji, żeby tak naprawdę podziękować ci za wszystko, co dla mnie
zrobiłeś. Byłeś zawsze wtedy, kiedy cię potrzebowałam. Byłeś
w najgorszym okresie podczas ostatnich dwóch lat, byłeś dla mnie,
gdy umarła Hope. Harry, nigdy ci tego nie zapomnę. Dziękuję.
Niespodziewanie
po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Nie miałam najlepszej
kondycji, jeśli chodziło o tak wzruszające przemowy oraz bolesne
wspomnienia. Przywołanie obrazu siostry pociągnęło za sobą wiele
innych, o których niekoniecznie chciałam pamiętać. Jednak nie
było to teraz najważniejsze. Liczyło się to, co zrobił dla mnie
człowiek, którego poznałam kilka miesięcy temu. Nie
podejrzewałam, że ktoś stanie się dla mnie tak ważny. Nie mogłam
nic poradzić na uczucie, które we mnie wzbudzał. Nie potrafiłam
uspokoić szalejącego serca na jego widok. Bez wątpienia był kimś
więcej.
Harry
stał niemalże nieruchomo ze spuszczoną głową. Kątem oka
dostrzegłam, jak zacisnął pięści, ewidentnie bijąc się z
własnymi myślami. Nie rozumiałam, czego mogły dotyczyć.
Powiedziałam tylko to, co od dawna ciążyło mi na sercu. Coś, co
powinien usłyszeć kilka tygodni temu. Nie wiedziałam, jak miałam
odbierać jego zachowanie, dlatego na razie również milczałam.
Panująca między nami cisza wcale nie należała do tych krępujących
czy nieznośnych, w żadnym razie mi nie przeszkadzała. Doskonale
słyszałam rytmiczne bicie swojego serca oraz wszystkie szalejące w
mojej głowie myśli, które koniecznie chciały wydostać się na
zewnątrz. Mogłabym zatrzymać się w czasie właśnie na tym
momencie. Miałam obok siebie wszystko, czego potrzebowałam.
Wszystko, czego pragnęło moje serce. Obecność człowieka, któremu
na mnie zależało.
W
końcu przeniósł swój wzrok na mnie. Dopiero teraz zauważyłam,
że pod wpływem rozpraszającego się w powietrzu napięcia zrobiłam
parę kroków do przodu. Dzieliło mnie od Stylesa kilkadziesiąt
centymetrów, ale czułam jego obecność tuż przy sobie. Miał na
mnie niesamowity wpływ, którego nie potrafiłam wyjaśnić. Oparłam
się o ścianę w oczekiwaniu na zabranie głosu przez chłopaka,
jednak przez kilka następnych minut nic takiego się nie wydarzyło.
Zaczynałam czuć się nieswojo, Styles nie odzywał się już
dłuższy czas i zupełnie nie wiedziałam, co się do tego
przyczyniło. Nie chciałam o nic pytać, wolałam poczekać na jego
wyjaśnienia, które prawdopodobnie zbliżały się wielkimi krokami.
Dosłownie.
Harry
podszedł do mnie jak najbliżej się dało, oparł swoje dłonie o
chłodną ścianę, uniemożliwiając mi tym samym ucieczkę. Moja
twarz znajdowała się między jego silnymi ramionami, które na
dobrą sprawę nieco mnie onieśmielały. Cała ta sytuacja była
niespodzianką.
-
Teraz złamię wszystkie swoje zasady, ale wiesz co? - wyszeptał,
zaskakując mnie swoimi słowami. Niecierpliwie czekałam na dalszą
część, poniekąd obawiając się tego, co znów wpadło mu do
głowy. - Nie dbam o to. Warto.
Zdążyłam
zobaczyć jeszcze unoszące się do góry kąciki ust, zanim jego
wargi zetknęły się z moimi. Wykonywał bardzo delikatne ruchy
byleby tylko mnie nie spłoszyć. Wiedziałam, że ten pocałunek był
najgorszym ze wszystkich możliwych scenariuszy na pożegnanie, ale
nie mogłam nic zrobić z tym, że tak bardzo mi się podobało.
Nieśmiało położyłam dłonie tuż nad jego biodrami, co nie mogło
zostać niezauważone. Nieświadomie przyciągnęłam go jeszcze
bliżej. Harry pocałował mnie ponownie, tym razem bardziej
zachłannie, ale wciąż namiętnie, po czym nieznacznie się
odsunął. Otworzyłam oczy dopiero po kilkunastu sekundach i od razu
zobaczyłam roześmianą twarz chłopaka, na widok której usta same
chciały przybrać kształt uśmiechu. Ze zdenerwowania przygryzłam
lekko dolną wargę, ciągle wpatrując się w radosne tęczówki
Harry'ego.
- Nie
rób tak, bo mnie prowokujesz – powiedział stanowczo, a na moich
policzkach momentalnie pojawiły się rumieńce. Styles delikatnie
przejechał po nich opuszkami swoich palców, a chwilę później
chwycił mnie za rękę, prowadząc w stronę wyjścia. - Nie
żartowałem, kiedy mówiłem, że jesteś dla mnie ważna.
Musnął
wargami moje czoło, po czym zniknął za drzwiami. Przekręciłam
zamek i od razu pognałam do swojej sypialni, rzucając się na
łóżko. Tak naprawdę rozpierała mnie ogromna radość, ale teraz
nie było na nią miejsca. Pomimo tego, co się dzisiaj wydarzyło,
nie zmieniłam zdania i w dalszym ciągu zamierzałam oddalić się
na jakiś czas zarówno od Harry'ego, jak i Zayna. Nie chciałam, by
było to na zawsze. Liczyłam, że po czasie sprawa ucichnie, a
Gregor znajdzie sobie kolejną ofiarę, zostawiając mnie i
wszystkich moich najbliższych w spokoju. Nie mogłam jednak żyć
tylko tymi nadziejami, musiałam na wszystko patrzyć realnym okiem.
A prawda była taka, że kontakty z Harrym zagrażały jego życiu,
co stawało się nie do zniesienia.
Zapakowałam
do torby najpotrzebniejsze rzeczy, po czym nie czekając na nic,
wyszłam z apartamentu, zatrzaskując za sobą drzwi. Nie zostawiłam
dla nikogo żadnej wiadomości, wolałam zniknąć bez słowa, nagle.
Ucieczka nie była najlepszą decyzją, jaką mogłam podjąć, ale
mimo wszystko nie zawahałam się nawet przez moment, gdy wsiadłam
do pierwszej nadjeżdżającej taksówki, podając kierowcy bliżej
nieokreślony adres. Ściskało mnie w gardle na samą myśl o
nadchodzącym poranku i ogromnym rozczarowaniu, które spotka
Harry'ego. Nigdy nie chciałam go zawieść, ale zawaliłam na całej
linii. Teraz to do moich zadań należała ochrona osób, które
znaczyły dla mnie więcej, niż mogłam sobie to wyobrazić.
Po
kilkudziesięciu minutach bezproduktywnego krążenia po Londynie,
podałam kierowcy konkretny adres. Nic innego nie przychodziło mi do
głowy, dlatego zdecydowałam się na miejsce, które kiedyś Kayla
wspomniała w swoim liście. Niekoniecznie chciałam się z nią
widzieć, ale na tę chwilę nie miałam gdzie się udać. Musiałam
przeczekać ten najgorszy i najcięższy okres poszukiwań, by
później móc rozejrzeć się za czymś innym. Wiedziałam, że ani
Zayn, ani Harry nie zorientują się, że tak naprawdę nie opuściłam
Londynu, zaczną szukać gdzieś dalej. Skarciłam w myślach samą
siebie za to, że potraktowałam ich w taki sposób. Miałam jedynie
nadzieję, że pewnego dnia będą w stanie wszystko mi wybaczyć, a
Harry nigdy nie przestanie wierzyć w to, że był dla mnie kimś
wyjątkowym.
Taksówka
zatrzymała się przy wąskiej ścieżce, na końcu której widać
było niewielkich rozmiarów domek. Podziękowałam i zapłaciłam
kierowcy, wkładając swoją torbę na ramię. Zapadła już noc, na
zewnątrz zrobiło się naprawdę nieprzyjemnie, dlatego szybkim
krokiem podążałam w kierunku budynku. Nie dostrzegłam, by w
jakimś pomieszczeniu paliło się światło, ale prawdę mówiąc
mogłam się tego spodziewać – typowe zachowanie wystraszonej i
wiecznie uciekającej Kayli. Bez problemów weszłam do domku,
zamykając się od środka. W przedpokoju leżała kartka wypełniona
znajomym pismem, które bez wątpienia należało do Ferland. „Drzwi
zostawiłam otwarte w razie, gdybyś nagle potrzebowała kryjówki.
Potrzebowałam czegoś innego, niedługo się odezwę.” Odłożyłam
notatkę na miejsce, udając się w stronę największego pokoju, w
którym znajdowała się kanapa. Zmęczenie wzięło górę i już po
kilku minutach odpłynęłam w krainę Morfeusza, mając przed oczami
uśmiechniętego Harry'ego.
Nic
nie uległo zmianie, kiedy o poranku otworzyłam zaspane i wciąż
zmęczone oczy. Poczucie winy stało się jedynie jeszcze większe,
ale za wszelką cenę starałam się je ignorować, choć
przychodziło mi to z ogromnym trudem. Nie potrafiłam wyobrazić
sobie przerażonego Zayna, nie mówiąc już o Harrym. Żeby odgonić
od siebie przykre myśli, zabrałam ubrania na przebranie, udając
się w stronę łazienki. Pragnęłam zmyć z siebie winę, wstyd i
wszystko to, co spowodowało, że stałam się źródłem bólu, być
może nawet nieszczęścia. Przychodziły chwile, w których tak
bardzo chciałam zawrócić, z powrotem znaleźć się w centrum
Londynu, zapukać do drzwi Harry'ego, by później rzucić mu się w
ramiona. Nie miałam wątpliwości, że szczerze mu na mnie zależało.
Nie miałam wątpliwości, że zapewniłby mi odpowiednią opiekę i
bezpieczeństwo. Ale kto ochroniłby jego? Tylko ta myśl sprawiała,
że w dalszym ciągu trzymałam się planu i nie wróciłam na stare
miejsce. Zamknęłam oczy, pozwalając by strumień gorącej wody
spływał po moim ciele. Robiłam wszystko co możliwe, żeby
rozluźnić swoje mięśnie, ale wciąż coś mnie blokowało.
Wspomnienia z wczorajszego wieczoru zawładnęły umysłem,
nieproszenie wkradając się w jego zakamarki. Nie miałam siły z
nimi walczyć, poniekąd też nie chciałam tego robić. Była to
najlepsza chwila w moim życiu, którą pragnęłam odtwarzać na
nowo, jeszcze raz i jeszcze jeden. Nie mogłam przyznać przed samą
sobą tego, co ewidentnie wisiało w powietrzu. Gdybym tylko
dopuściła do siebie te myśli, nie zdołałabym wytrzymać tego
całego napięcia. Z drugiej zaś strony była to najpiękniejsza
rzecz, jaka przydarzyła mi się w ostatnim czasie. Nie śmiałam
mieć wątpliwości. Obdarzyłam Harry'ego prawdziwym, głębokim
uczuciem, które próbowało wydostać się ze mnie z każdej
możliwej strony. Miłość zapukała do drzwi mojego serca.
Kochałam
go...
Owinęłam
się ręcznikiem, odrzucając za siebie mokre włosy. Z pomieszczenia
obok dochodziła znana mi melodia, wydobywająca się z mojego
telefonu komórkowego. Dopiero teraz zorientowałam się, że
zabrałam urządzenie ze sobą. Odruchowo spojrzałam za zegarek,
którego wskazówki zatrzymały się na dwunastce. Harry zawsze
zjawiał się u mnie tuż przed południem, dlatego nie miałam
żadnej wątpliwości, że na ekranie widniało jego imię. Z bólem
serca czekałam, aż telefon przestanie dzwonić. Momentalnie zrobiło
mi się przykro, a w oczach poczułam zbierające się już łzy. Nie
znosiłam zagrywać w ten sposób, ale tym razem nie miałam innego
wyjścia. Styles musiał uwierzyć, że naprawdę go zostawiłam.
Wzięłam aparat do ręki i w tym samym momencie przyszła wiadomość
tekstowa. Zawahałam się, ale postanowiłam ją odczytać. „Wiesz,
że nie lubię bawić się w chowanego. Gdzie jesteś?” Lubiłam
jego niezrozumiałe poczucie humoru, ale wiedziałam, że zaczął
się już martwić. Było w tych dwóch krótkich zdaniach coś, co
wskazywało na to, że podejrzewał najgorsze. Nie potrafiłam tego
wyjaśnić. Czułam się tak, jakbym wiedziała o nim wszystko, a
znaliśmy się dopiero kilka miesięcy. Chwilę później Harry
przysłał kolejną wiadomość: „Ronnie? Powiedz, że nie
zrobiłaś tego, o czym myślę. Proszę.” Wyłączyłam
telefon, chowając go na dnie jednej z szuflad. Pospiesznie się
ubrałam, po czym wyszłam na zewnątrz zaczerpnąć świeżego
powietrza.
Udałam
się na tyły domku, gdzie znajdował się niewielki, lecz urokliwy
ogródek. Usiadłam na bujanym krześle, pozwalając by delikatny,
lecz nieco mroźny wiatr muskał lekko moją skórę. Miałam ogromną
nadzieję, że moja ucieczka utwierdzi Gregora w przekonaniu, że
Harry nie miał już ze mną nic wspólnego i więcej nie będzie go
nachodził. Chciałam w to wierzyć, ale z drugiej strony znałam
doskonale zwyczaje Zedda – nigdy nie odpuszczał i doprowadzał
każdą sprawę do końca. Styles zalazł mu porządnie za skórę i
nie byłam w stu procentach przekonana, że moja pomoc mogła się na
coś przydać. Pokazując się ze mną na ulicy, miał mniejsze
szanse na przeżycie, a teraz przynajmniej Gregor nie będzie miał
mocnego pretekstu do tego, by go nachodzić. Mój wzrok powędrował
w stronę średniej wielkości drewnianej skrzynki, która stała tuż
za schodami na tarasie. Podniosłam się z miejsca, nie spuszczając
z oczu tajemniczego przedmiotu. Usiadłam na najwyższym stopniu,
biorąc skrzynkę na swoje kolana. Ostrożnie ją otworzyłam,
obawiając się tego, co mogłam tam zastać. Kiedy w środku
zobaczyłam jedynie mnóstwo niezaadresowanych listów, odetchnęłam
z ulgą. Nie byłam pewna, czy wypadało czytać ich zawartość, w
końcu zupełnie nie wiedziałam, do kogo należał ten dom. Doszłam
jednak do wniosku, że musiałam zająć czymś swoje myśli, które
uparcie krążyły wokół Harry'ego i pozostawionych przez niego
wiadomości.
Wzięłam
do ręki jedną kopertę i dopiero teraz zauważyłam na odwrocie
wygrawerowaną literę V. Wyjęłam zapisaną kartkę papieru, biorąc
głęboki oddech. Nie wiedzieć czemu, moje serce zaczęło szybciej
bić, ale usilnie starałam się zignorować ten fakt. To przecież
tylko zwykły list.
Droga
Veronico!
Siedzę
sama w tej pustej, zimnej szpitalnej sali, chcąc napisać do Ciebie
coś, co będzie miało jakikolwiek sens. Za każdym razem, gdy się
do tego zabieram, ogarnia mnie wielkie poczucie winy i wstyd za to,
że okłamałam Ciebie i Conrada. Powinnam powiedzieć Wam prawdę,
ale wierz mi – bałam się współczucia w Waszych spojrzeniach.
Bałam się tego, że nasza rodzina mogła w mgnieniu oka stać się
słaba za sprawą choroby, która mnie dotknęła. Potrzebowałam
Waszej siły, radości i wiecznego uśmiechu na twarzach. Każdego
dnia z niecierpliwością czekam na nowe zdjęcia, by móc choć w
jakimś stopniu być z Wami. Bez większych problemów przekonałam
Was, że wyjeżdżam służbowo, choć od bardzo dawna nie pojawiłam
się w pracy. Dlaczego mieliście mnie podejrzewać? Zawsze wszystko
sobie mówiliśmy. Z tego miejsca pragnę wyrazić mój ogromny
smutek i przeprosić szczególnie Ciebie za to, że odsunęłam się
w tak ciężkim dla mnie momencie. Trzymam się nadziei, że pewnego
dnia, kiedy staniesz się już dorosłą kobietą, być może matką,
zrozumiesz, dlaczego postąpiłam w ten sposób. Nigdy nie chciałam
Cię zranić.
Prawdą
jest to, że umieram. Lekarze dają mi niewielkie szanse,
ale czuję, że koniec zbliża się nieubłaganie. Ronnie, chcę
przede wszystkim w tych listach przekazać Ci prawdę o Tobie, o
Twoim pochodzeniu. Chcę powiedzieć Ci o ojcu, o Conradzie i całej
Twojej najbliższej rodzinie. I znów mam ogromną nadzieję, że
któregoś dnia będziesz w stanie mnie zrozumieć i być może
wybaczysz mi te wszystkie lata milczenia. Wszystko robiłam z myślą
o Tobie, dla Twojego dobra. Jak każda matka chciałam dla Ciebie jak
najlepiej i jestem dumna z tego, że mój plan się powiódł –
dorastałaś w szczęśliwej, kochającej się rodzinie, a to
najważniejsze dla takiej małej dziewczynki jak Ty. Pamiętaj, że
zawsze będę Cię nosić w moim sercu.
Mama.
Z
drżącymi rękoma odłożyłam list, a po moich policzkach znów
spłynęły słone łzy. Ponownie przymknęłam powieki. Nie
potrafiłam rozgryźć własnych myśli. Czułam się tak, jakby
kobieta, która napisała ten list, siedziała teraz obok mnie.
Wzruszenie sięgnęło zenitu. Tak wyraźne wspomnienie z ostatniego
dnia życia mamy wróciły do mnie niczym bumerang. Widziałam przed
oczami jej zmęczoną, bladą twarz, a na ustach ledwo widoczny
uśmiech. Umierała, ale była najszczęśliwszym człowiekiem na
świecie.
Otworzyłam
zapłakane oczy, dostrzegając przed sobą sylwetkę wysokiego
mężczyzny. Od razu podniosłam się z miejsca, czując ogarniającą
mnie panikę. Nie wiedziałam, co zrobić. Rozum słusznie
podpowiadał ucieczkę, jednak moje nogi odmówiły jakiegokolwiek
posłuszeństwa. Stałam tam, wciąż wpatrując się w nieznajomego.
Mężczyzna przyglądał mi się uważnie przez chwilę, po czym
przeniósł wzrok na leżącą obok mnie otwartą skrzynkę z
listami.
-
Widzę, że znalazłaś mnie pierwsza.
*~*
OD AUTORKI: Cześć misie! Mam nadzieję, że zrobiłam Wam niespodziankę tym rozdziałem. Przepraszam za zwłokę (znowu), ale wiecie jak to jest, kiedy obowiązki się nawarstwiają. Jutro zaczynamy kolejną część i następne dłuższe wolne dopiero na Boże Narodzenie. Szybko zleci, damy radę! Co tam u Was w ogóle? Co myślicie o FOUR? Osobiście nie mogę się już doczekać zimowych, świątecznych wieczorów w tle własnie z tą płytą. + koniecznie dajcie mi znać co sądzicie o nowym wyglądzie bloga. Kolejny rozdział pewnie w okolicach świąt. Trzymajcie się ciepło, buziaki!